Na co czekasz???

Chciałby się rzec „Na co do cholery czekasz?”  Koniec lipca, pogoda rozpieszcza. Afryka. Czuję jak z dnia na dzień puchnę, jak każda kropla wody odkłada się w moich zmęczonych stopach, już nie mogę.

Ledwo dowlekłam się do lekarza bo w obecnym stanie, każdy ruch to wyczyn. 34 tydzień, oby jeszcze wytrzymać 4 tygodnie. Tylko jak? Brzuch ma ponad 120 cm w odwodzie. Ja również się znacznie powiększyłam. Obecnie na liczniku 17 kg na plusie. Czuję się i wyglądam ja waleń.

Szczególnie do twarzy mi w tych okropnych klapkach, które desperacko zakupiłam tydzień temu tylko dlatego, że miały rzepy dopasowujące się do mych „stóp” . A wszystko przez wiszące nade mną widmo pójścia do porodu w kapciach,bo raczej na przeniesienie mnie z auta na szpitalny oddział przez męża z obecnym wagowym przyrostem mowy raczej nie ma.

Nie pakuję się, bo nie chce wykrakać. Poczekam jeszcze ze 2 tygodnie. Plan postępowania w trakcie wybicia godziny zero USTALONY.

Wracając do meritum. Na co czekasz mężu? Remont musi złapać za  wałek i się pomalować sam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>