Piąty centymetr

„Faktycznie, odeszły Pani wody, zapraszam na porodówkę”…no tak przecież kobieta jest niedorozwinięta i nie wie,że ciecz która z niej wypływa to wody płodowe. Eh, lekarze…nie…mężczyźni lekarze.

Zapakowali mnie na wózeczek, mimo mojego sprzeciwu, że nie mam skurczy i czuję się na tyle dobrze, że mogę sama pójść. Pacjentka nie wie co mówi, a i prawa do głosu też nie ma. Po labiryncie korytarzy dojeżdżamy na miejsce. PORODÓWKA.

Już w progu wita mnie młoda położna, bardzo miła, wzbudza moje zaufanie. Pomaga mi się dostać na łóżko. Mija jakieś 5 minut przychodzi doktorek. Bada i stwierdza następująco: ” Ponieważ ma Pani już 5 cm rozwarcia nie uda nam się zatrzymać akcji porodowej ( o cholera już 5 cm??? a ja nic nie czuję-WOW !!!). Sprawdźmy jak są dzieci ułożone.”  Przykłada głowice ultrasonografu do mego brzuszyska. „Z dziećmi wszystko w porządku, ale jedno z nich jest ułożone poprzecznie i w takim przypadku zalecamy rozwiązanie ciąży poprzez cesarskie cięcie. Czy zgadza się Pani na to?”

Zgadza czy nie zgadza…a ma jakieś wyjście?  Byle by dzieci były zdrowe. Róbcie co chcecie! I w jednej chwili rozwiały się marzenia o porodzie siłami natury. Chciałam rodzić siłami natury. Dlaczego? Dlatego, że przy mej pierworodnej poród był na tyle wyczerpujący, że mózg odmówił posłuszeństwa i prawie wymazał z pamięci te chwile. Nie pamiętam jak położna pokazała mi córkę a zawsze marzyłam o tym aby po wszystkim jeszcze na sali porodowej przytulić dzieci do piersi. To miała być taka wyjątkowa chwila, której przeżycie już niestety nie będzie mi dane. Taki lajf…

No dobrze. Trzeba się z faktem niezależnym od nas pogodzić. Przemiła położna informuje mnie, że zrobi mi depilację na NFZ, co rozbawia mnie prawie do łez.

Zaczynam odczuwać skurcze, rosną z minuty na minutę. Dość intensywnie. Przypomina mi się pierwszy poród. Wracają krótkie ale bolesne wspomnienia. Ale wtedy był ze mną On. Teraz jestem tu sama. Nie chcę być sama. Skurcze są coraz dłuższe. Dzwonię. „Kochanie, zaczęło się już tak na poważnie, ale biorą mnie na cc.”  Między słowami milknę by łapać oddech. Boli, cholernie boli. A już zapomniałam jak to było. A jeszcze tyle byłoby przede mną. I myślę w duchu…Ufff, jak dobrze, że zaraz to się skończy. Dobrze, że nie muszę tego przezywać po raz drugi. W obliczu bólu porodowego kobieta w większym lub mniejszym stopniu staje się bezradna. Marzenia o naturalnym porodzie spadają na drugi plan wraz z jego postępem .

Piąty centymetr, niby dużo, ale tylko kobieta, która rodziła wie co oznacza każda kolejna minuta. I jak dużo wytchnienia dają sekundy przerwy między skurczami i czyjaś dłoń zaciśnięta na twojej dłoni.

Dostaję coś w żyłę i na salę operacyjną.

One thought on “Piąty centymetr

  1. Moja Droga. U mnie było podobnie. Również tak jak i Ty czułam że chciałabym urodzić sn, ale też mi się nie udało. Czasem życie pisze różne scenariusze, a nam trzeba się z nimi zgadzać. Pozdrawiam ciepło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>