Do pionu Kochana do pionu!

„Tak, proszę Pani ale ciutkę mi słabo. Możemy spróbować za jakieś 20 minut?”

Łooo Boże, tego jeszcze nie grali. Toż to jakiś horror! Jak już zwlekłam ( i to serio zwlekłam bo trwało to jakieś 15 minut) swe nogi z łóżka, pora na „Pionizowanie”. Nie spodziewałam się, że wstanie z łóżka może mi kiedyś sprawić tyle bólu. Mimo grymasu na twarzy, gorąca które pokryło całe moje ciało, twardo się wznoszę bo mówią, że jak już raz się wstanie to później jest tylko lepiej. I znów fiasko…cholera, czy to musi tak boleć???

I podejście numer trzy. Trzeba w końcu podnieść ten kuper, bo ile można leżeć. A i dziewczęta moje chciałabym dobrze obejrzeć, bo na razie widziałam je tylko w trakcie posiłku, który nie trwał zazwyczaj dłużej niż pięć minut.

„proszę się nie garbić, musi się Pani wyprostować”  No hellołłłł wiem, że muszę się wyprostować, ale w owej sytuacji stanowi to nie lada wyzwanie. Czy nikt nie zauważył, że dwanaście godzin temu leżałam na stole operacyjnym?

No i poszło. Zrobiłam rundkę po korytarzu, z zaciśniętymi zębami powoli kroczę ujrzeć me Młode. Są, obie.

I znów zaczynam się zastanawiać jak to się stało, że są tu dwie. Dwie na raz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>